©Copyright Lech Budaj |Yakiba | 2012

Po zabezpieczeniu od deszczu naszej budowy rozjechaliśmy się do domów aby powrócić we wrześniu na rozpoczęcie festynu. Zakończenie budowy pieca oraz instalacja nadmuchu zajęło nam kolejne trzy dni aby wreszcie móc podpalić piec. Początkowo do utrzymania ognia używaliśmy słomy , która pozwoliła powoli i równomiernie podnieść temperaturę ścian i odparować wilgoć. Gdy ze ścian pieca przestała wydobywać się para, mogliśmy bez obawy o ich pękanie , podnieść temperaturę wrzucając do wnętrza wiązki chrustu. Gdy te dobrze się rozpaliły włączyliśmy nadmuch i zaczęliśmy sypać węgiel drzewny. Cały proces rozpalania pieca zajął nam kilka godzin gdyż wiedzieliśmy, że zbyt szybkie podnoszenie temperatury może spowodować zniszczenie całej naszej dotychczasowej pracy.

Teraz trzeba było napełnić węglem drzewnym cały piec i a gdy języki ognia zaczęły wydobywać się na zewnątrz a cała komora pieca wypełniła się żarem mogliśmy zacząć sypać małymi porcjami rudę żelaza .Każda porcja rudy zasypywana była porcją węgla .Od tej pory mogliśmy obserwować jak ruda stopniowo w miarę spalania się węgla osuwa się w głąb pieca .Widzieliśmy jak początkowo brunatny proszek rozgrzewa się i świeci żarem aby potem zniknąć pod następna porcja węgla i rudy. Wydawało się , że wszystko idzie znakomicie i widzieliśmy to wszystko o czym do niedawna mogliśmy tylko przeczytać z materiałów , które z dużym trudem udało nam się zdobyć podczas przygotowań do tego projektu. Jednak po upływie pierwszej doby od rozpalenia pieca nastąpiła awaria wentylatorów.

Mieliśmy co prawda system awaryjny ale okazał się za mało wydajny i temperatura w piecu zaczęła spadać . Warstwa spieczonej rudy, a właściwie jak się potem okazało już zredukowanego żelaza, zamknęła dopływ powietrza i mimo, iż udało nam się ponownie uruchomić właściwy nadmuch , temperatura nadal spadała. Wiedzieliśmy ,że to już koniec , że nic się nie da zrobić .Wyłączyliśmy wentylatory i staliśmy z opuszczonymi głowami. Ale nie był to jeszcze koniec. Szybko zorientowaliśmy się ,że przecież poniżej zapchanych kanałów powietrznych są jeszcze otwory służące do spustu żużla i gdyby udało się tamtędy wprowadzić nadmuch a od góry przebić wciąż rozgrzaną do ok. 1000 stopni skorupę żelaza można by ponownie uruchomić proces wytopu. Praca ta jednak okazała się bardzo ciężka i zajęła nam całą noc. Ale opłaciło się. Nad ranem temperatura znów zaczęła rosnąc a wydobyte z pieca kawały żelaznej skorupy upewniły nas ,że wytop zmierza w dobrym kierunku. Nie wszystko jednak udało się naprawić. Musieliśmy usunąć nadmuch z jednej strony pieca, gdyż kanały powietrzne zostały zalane żużlem i nie dało się ich przebić. Mimo tego, temperatura w piecu osiągnęła właściwy poziom i w niedługim czasie z otworów spustowych zaczął wypływać płynny żużel i zobaczyliśmy rozpryskujące się iskry - widoczny znak topiącego się żelaza. Trzecia doba wytopu oznaczała koniec procesu .Należało maksymalnie podnieść temperaturę w piecu .Dlatego zaprzestaliśmy sypanie rudy i przez ostatnie 6 godzin dodawaliśmy tylko węgiel. W tym czasie należało też zwiększyć nadmuch co jednak okazało się niemożliwe gdyż z początkowo działających 16 dysz powietrznych na koniec tylko 4 nie były zalane żużlem .Podniesienie temperatury jest konieczne dla pozbycia się reszty żużla , który powinien wypłynąć z pieca oraz do zgrzania ze sobą cząstek zredukowanego żelaza . Poza tym istotą procesu tatara buki jest otrzymywanie w jego wyniku wysokowęglowej stali a do odpowiedniego nawęglenia żelaza potrzebna jest znacznie wyższa temperatura niż ta , którą można wytworzyć w dymarkach europejskich. Dlatego pełni obaw o ostateczny rezultat, przystąpiliśmy do rozbijania pieca .Tatara jak już wcześniej pisałem składa się z części podziemnej , która może być używana wielokrotnie oraz z części nadziemnej z założenia używanej tylko jeden raz, gdyż aby wyjąć kerę, czyli kloc spieczonej stali należy rozbić ściany tej części pieca. To bardzo ważny moment w całym procesie. W Japonii w tym czasie hutnicy przejmują rolę kapłanów odprawiających modły o pomyślne ukoronowanie swojej pracy. I my również czuliśmy wagę tej chwili. Wokół zgromadzili się uczestnicy festynu ciekawi rezultatów naszej pracy , która przez cały czas budziła duże zainteresowanie.

Ściany pieca, o których wytrzymałość cały czas mięliśmy obawy, okazały się bardzo trudne do rozbicia. Trzeba było użyć kilkukilogramowego młota do ich skruszenia, a następnie przewrócić za pomocą długich prętów zakończonych hakami. Wreszcie po rozgarnięciu żaru zobaczyliśmy na dnie wciąż rozgrzany do czerwoności kloc stali .Początkowo byliśmy rozczarowani jego niewielkimi rozmiarami ale gdy udało nam się zaczepić go łańcuchem w celu wyciagnięcia z pieca okazało się, że wcale nie było to łatwe zadanie gdyż jak się potem okazało kera ważyła ponad 100kg.

Następnego dnia po ostygnięciu kery i pozostałości pieca przekłuliśmy jeden z kawałków odłamanych od naszej żelaznej bryły .Po zahartowaniu okazało się ,ze mimo naszych obaw udało się uzyskać wysokowęglowa stal . Później zostało to też potwierdzone dokładnymi badaniami w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Był to pierwszy w Polsce taki wytop i mam nadzieje, że nie ostatni gdyż mimo iż odnieśliśmy sukces wiele można by jeszcze poprawić wykorzystując zdobyte doświadczenie.

Kendo | Samuraj | Iaido | Katana | Broń Japońsa | Miecz | Wakizashi | Tanto | Kowalstwo Japońskie | Noże Kuchenne | Broń Rzymska | Tamahagane | Tatara Buki | Fuchi | Kashira | Tsuba | Menuki | Habaki| Biskupin | Nihonto | Naginata | Płatnerz | Płatnerstwo | Kuźnia